...istniejemy tylko dzięki związkom z innymi ludźmi...i dzięki wzajemności uczuć...
poniedziałek, 07 lutego 2011
szukam Marka Wilczyńskiego

szczegóły po kliknięciu w obrazek.

środa, 12 stycznia 2011
w raju

... jestem, albo raczej robię sobie raj, czytając najnowszą książkę Mariusza Szczygła, o czym donoszę z radością, w jaką mnie ona, czyli ta książka wprowadza!

Jak skończę, dokończę;)))

19:13, ikroopka , POLECAM
Link Komentarze (2) »
środa, 05 stycznia 2011
Byśmy zawsze byli na czasie

www.poodwaddle.com/worldclock

poniedziałek, 03 stycznia 2011
W pełnej gotowości na ten Nowy Rok

czwartek, 23 grudnia 2010
Spokojnych Świąt

 

wtorek, 07 grudnia 2010
piekielni.pl

Mały sklepik na wsi:
P:Pijaczek,
S:sprzedawca


P: Dzień dobry! Poproszę wino.
S: Nie ma wina, jutro dostawa.
P: (z przerażeniem) Nie ma wina?!
S: Nie, nie ma wina...
P: (z przerażeniem) Nie ma wina?! (i tak parę razy)
S: Nie, nie ma wina! Może podam coś innego? Może piwo?
P: Tak, poproszę piwo.
S: Ale jakie? Te co zawsze?
P: Zawsze biorę wino...
S: Ale nie ma wina...
P: (z przerażeniem) Nie ma wina?!

środa, 17 listopada 2010
Dlaczego zwolniłem swoją sekretarkę?

- Posłuchaj! Dwa tygodnie temu były moje urodziny, ale jakby tego nikt
nie zauważył.

Miałem nadzieję, że rano przy śniadaniu żona złoży mi życzenia.
Może nawet będzie miała jakiś prezent.

Nie powiedziała nawet "cześć kochanie", nie mówiąc już o
życzeniach.

Pomyślałem, że chociaż dzieci będą pamiętały, - ale zjadły
śniadanie, nie odzywając się ani słowem.

Kiedy jechałem do pracy czułem się samotny i niedowartościowany.

Jak tylko wszedłem do biura, sekretarka złożyła mi życzenia urodzinowe
i od razu poczułem się dużo lepiej. Ktoś pamiętał.

Pracowałem do drugiej. Około drugiej sekretarka weszła i powiedziała:

- Dzisiaj jest taki piękny dzień, w dodatku są pana urodziny, może
zjemy
gdzieś razem obiad?

Zgodziłem się, - bo była to najmilsza rzecz, jaką od rana
usłyszałem.

Poszliśmy do cudownej restauracji, zjedliśmy obiad w przyjemnej
atmosferze i wypiliśmy po lampce wina.

W drodze powrotnej do biura sekretarka powiedziała:

- Dzisiaj jest taki piękny dzień - czy musimy wracać do biura?

- Właściwie to nie - stwierdziłem.

- No to chodźmy do mnie - zaproponowała.

U niej wypiliśmy jeszcze po lampce koniaku, porozmawialiśmy chwilę, a
ona zaproponowała:

- Czy nie będziesz miał nic przeciwko temu, jeśli pójdę do sypialni
przebrać się w coś wygodniejszego?

- Jasne - zgodziłem się bez wahania.

Poszła do sypialni, a po kilku minutach wyszła. niosąc tort urodzinowy,

razem z moją żoną, dziećmi i teściową.

Wszyscy śpiewali "sto lat" a ja, cholera, siedziałem na kanapie w samych
skarpetkach.

poniedziałek, 01 listopada 2010
Ania Lewińska zaprasza

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 84
włatcy móch