...istniejemy tylko dzięki związkom z innymi ludźmi...i dzięki wzajemności uczuć...
wtorek, 30 maja 2006
Pierwsze na poprawę humoru a drugie oceńcie sami

http://miasta.gazeta.pl/krakow/1,35798,3374421.html?nltxx=1077762&nltdt=2006-05-27-03-05

 

http://wiadomosci.onet.pl/1338334,2677,kioskart.html

poniedziałek, 29 maja 2006
Też w tym samym celu...Maść dla turystów ( czytaj Kropka i M9 )

Dla turystów odbywających długie marsze piechotą pomocna może być maść łagodząca zmęczenie i różne dolegliwości .

Stary przepis radził : wziąć równe części kamfory , oliwy, czystego wosku i ucierać razem na jednolitą masę .

Po umyciu nóg nasmarować je tym specyfikiem . Wdziać skarpetki i nie zdejmować ich przez noc . Nazajutrz zmęczenie i ból nóg nie dadzą się odczuć .

niedziela, 28 maja 2006
w celu rozweselenia..
z www.dowcipy.pl

"Pewnego wieczora ojciec słyszy modlitwę synka:
- Boże, pobłogosław mamusię, tatusia i babcię. Do widzenia, dziadziu.
Uznaje, że to dziwne, ale nie zwraca na to szczególnej uwagi. Następnego dnia dziadek umiera. Jakiś miesiąc później ojciec ponownie słyszy dziwną modlitwę synka:
- Boże, pobłogosław mamusię i tatusia. Do widzenia, babciu.
Następnego dnia babcia umiera. Ojciec jest nie na żarty przestraszony. Jakieś dwa tygodnie później słyszy pod drzwiami syna:
- Boże, pobłogosław mamę. Do widzenia, tatusiu.
Ojciec - prawie w stanie przedzawałowym. Następnego dnia idzie do roboty wcześniej, żeby uniknąć ruchu ulicznego. Cały czas jest jednak spięty, rozbity, rozkojarzony, spodziewa się najgorszego. Po pracy idzie wzmocnić się do pubu. Do domu dociera koło północy. Od progu przeprasza żonę:
- Kochanie, miałem dzisiaj fatalny dzień...
- Miałeś zły dzień? Miałeś zły dzień? Ty?! A co ja mam powiedzieć? Listonosz miał zawał na progu naszych drzwi! "
czwartek, 25 maja 2006
Pieprznełam autem , i tyle....

 ...nie wiem  ....czy ktoś chce posłuchać ..?

Bo, ja cieszę się , że żyję.........

niedziela, 21 maja 2006
Dlaczego (nie)jestem feministką???

Polecam niezmiernie interesujacy artykul pod w/w tytulem;

http://serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34591,3357975.html

Pozwalam sobie zatytuowac te notke tak samo, bo poglady mam zbiezne...;
sugeruje powazne podejscie do tematu,
odsuniecie na bok uprzedzen (!)
i - dyskusje na łamach;

i-kroopka
czwartek, 18 maja 2006
i znow Polka na Mount Everest

18 maja 2006
Szczyt Everestu, 8848 m n.p.m.

Martyna Wojciechowska, dziennikarka TVN, zdobyła szczyt Mount Everestu (8848 m n.p.m.). Na najwyższej górze świata stanęła przedpołudniem (czasu lokalnego) w czwartek, 18 maja, a wraz z nią pozostali Polacy, członkowie ekipy Falvit® Everest Expedition 2006

 TVN podal wiadomosc rano

Hi way



Bylam wlasnie - wczoraj- po raz pierwszy;
poniewaz nie jestem do konca pewna emocji,jakie film we mnie wywolal, z komentarzem poczekam do chwili, kiedy zobacze go po raz drugi ;
ewentualnie do chwili,kiedy po trzecim razie, bede juz absolutnie pewna, co mi sie podobalo;
na razie wiem,co mi sie nie podobalo -

dluzyzny.

Poza tym bylo pare momentow smiesznych.
Szkoda;(

00:10, ikroopka , POLECAM
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 15 maja 2006
skopiowane z bloxu
Pewne amerykańskie małżeństwo, w którym mężczyzna nie mógł mieć dzieci, postanowiło skorzystać z usług tzw. zastępczego ojca. Po
dokonaniu wszelkich niezbędnych ustaleń i formalności małżonek wyszedł na golfa, zostawiając żonę w oczekiwaniu na przybycie "specjalisty".
Przypadek sprawił, że w tym samym dniu w miasteczku zjawił się objazdowy fotograf, specjalizujący się w zdjęciach dzieci. Zadzwonił do drzwi w nadziei na zarobek.
- Dzień dobry, madame, ja jestem...
- Ależ wiem , oczekiwałam pana - odpowiada kobieta i prowadzi go do środka.
- Ooo, doprawdy? - zdziwił się fotograf.
- Jak, widzi pani, specjalizuję się w dzieciach...
- Wspaniale, właśnie o to chodziło mężowi i mnie. - mówi kobieta i po chwili pyta spłoniona z emocji:
- To gdzie zaczniemy?
- No cóż - odpowiada fotograf -myślę, że może pani zdać się zupełnie na mnie. Mam duże doświadczenie. Z reguły zaczynam w kąpieli, tak ze dwa - trzy razy, później zwykle ze dwie pozycje na kanapie, w fotelu i z pewnością parę w łóżku. Nieraz doskonałe efekty osiąga się na dywanie w salonie... Naprawdę można się wyluzować...
"Dywan w salonie..." - Myśli kobieta. - "Nic dziwnego, że mnie i Harryemu nic nie wychodziło...
- Droga pani, nie mogę gwarantować, że każde
będzi udane. - kontynuuje fotograf. - Ale jeżeli wypróbuje się kilkanaście pozycji, jeżeli strzelę z sześciu - siedmiu różnych kątów, wówczas jestem
pewien, że będzie pani zadowolona z rezultatu... Kobieta z wrażenia zaczęła wachlować się gazetą, a facet nawija dalej:
- Musi się pani również liczyć z tym, że w tym zawodzie, podczas roboty, człowiek cały czas jest w ruchu. Kręcę się tu i tam, wchodzę i wychodzę nieraz kilkanaście razy w ciągu minuty, ale proszę mi wierzyć, że rezultaty mojej pracy rzadko zawodzą
oczekiwania...
Kobieta usiadła przy otwartym oknie, spocona z wrażenia...
- Ha! A żeby pani widziała, jak wspaniale wyszły mi pewne bliźniaki! Zwłaszcza biorąc pod uwagę trudności, jakie ich matka robiła mi przy współpracy...
- Taka była trudna?- spytała mdlejącym głosem kobieta.
- Straszliwie... Żeby uczciwie zrobić robotę, musieliśmy pójść do parku. Ale był cyrk! Ludzie
tłoczyli się dookoła ze wszystkich stron, żeby zobaczyć mnie w akcji... TRZY GODZINY! Proszę sobie tylko wyobrazić: TRZY GODZINY ciężkiej fizycznej pracy! Matka cały czas się darła i jęczała tak głośno, że z trudem mogłem się skoncentrować. W końcu musiałem się spieszyć, bo zaczynało się robić ciemno. Ale naprawdę się wkurzyłem, kiedy wiewiórki zaczęły mi obgryzać sprzęt...
- Sprzęt... - głos kobiety był ledwo słyszalny. - Chce pan powiedzieć, że wiewiórki naprawdę obgryzły panu... khem.. sprzęt..?
- Hehehe, a skądże, połamałyby sobie zęby, twardy jest jak hartowana stal... No cóż, jestem gotów, rozstawię tylko statyw i możemy się zabierać do roboty.
- Statyw ?
- No a jakże, muszę na czymś oprzeć tę armatę, za ciężka jest, żeby ją stale nosić... Proszę pani! Proszę pani!!! Jasna chol***, ZEMDLAŁA.
 
1 , 2
włatcy móch