...istniejemy tylko dzięki związkom z innymi ludźmi...i dzięki wzajemności uczuć...
środa, 30 listopada 2005
Dla tych, ktorzy nie czytaja...
Nie jestem feministka;
Nie jestem w ogole w zaden sposob zwiazana z zadna opcja polityczna , natomiast niewatpliwie , jak kazdy -?- dorosly juz  jakis czas czlowiek -  mam poglady  i  uwazam je za absolutnie  WLASNE !
Nie musze ich wszakze  nazywac ani zaliczac do jakiejs kategorii...
Niewatpliwie rowniez mam prawo do sympatyzowania - lub nie - z pogladami przeroznymi i osob przeroznych, prawda ?!
No, to jest w ogole oczywiste ; zatem, pozwlicie, ze tym, co " nie podzielaja i nie czytaja w zwiazku z tym",  fragment obszerny  felietonu K.Dunin  zacytuje;
calosc - na stronach "Gazety Wyborzej".
Milej lektury, dyskusji tez - mam nadzieje -  zycze...-:))))


        "Już jakiś czas temu przez media przemknęła wiadomość o nowo powstałej szwedzkiej partii pod nazwą Inicjatywa Feministyczna. Jej celem jest walka z przemocą wobec kobiet, z nierównymi zarobkami, zwiększenie udziału kobiet w życiu publicznym (...).
Ale jest jeszcze coś.
Uwaga, uwaga!
Partia ta chce likwidacji zarówno instytucji małżeństwa, jak i rejestrowanych związków homoseksualnych. Zamiast legalizacji małżeństw i związków partnerskich postuluje stworzenie norm prawnych dla wszelkich form dobrowolnego współżycia dwóch lub więcej osób niezależnie od ich płci.

Ten ostatni postulat odczytywany jest w Polsce jako skrajne dziwactwo, coś, co najwyżej może znaleźć się w jednym szeregu z informacjami o cielęciu o dwóch głowach.

Ale zastanówmy się, może nie jest to takie głupie.

Po pierwsze, ustalmy, że nie chodzi tutaj o zakaz zawierania związków w rozmaitych obrządkach religijnych. Tyle że nie mogłoby to mieć konsekwencji cywilnoprawnych. Jeśli mówimy więc o zniesieniu małżeństwa, dotyczy to instytucji świeckiej.

Do czego jest taka instytucja?
Stwarza ona ramy prawne funkcjonowania małych wspólnot, a nie jednostek. Mimo wszystko ludzie wciąż niektóre rzeczy robią razem.
Razem mieszkają, gotują, kupują wspólnie jakieś rzeczy. Niekiedy wychowują razem dzieci, czasem swoje, a czasem cudze. Opiekują się osobami chorymi albo starymi. Podejmują wobec siebie pewne zobowiązania, czyli zawierają rodzaj kontraktu.
Dla uproszczenia warto by to wszystko ująć w jakieś spójne ramy prawne. I naprawdę nie ma racjonalnej odpowiedzi na pytanie, czemu prawo korzystania z nich miałyby mieć tylko pary męsko-damskie i osoby z nimi spokrewnione.
Można sobie wyobrazić masę innych układów. Cztery osoby, które chcą żyć razem i wspólnie wychowywać dzieci. Pary homoseksualne. Trzech panów (nie licząc kota). I rozmaite jeszcze kombinacje. Powiedzmy, dwie owdowiałe siostry chcące razem prowadzić gospodarstwo domowe.

Czy warto dla każdej z tych sytuacji tworzyć oddzielną instytucję? I czy warto wszystko, co nie mieści się w tradycyjnej instytucji małżeństwa, pozbawiać prawnego wsparcia? Kiedy jest tyle działających w społeczeństwie sił, które rozrywają więzi społeczne, atomizują i indywidualizują, czyż nie należy chuchać i dmuchać na wszelkie rodzaje związków?"

22.10.05; "Dwuglowe ciele",Gazeta Wyborcza.
wtorek, 29 listopada 2005
"Bąbelstein"

Kiedyś, jeszcze przed rokiem 1939, jeszcze zanim Wawel stał się rezydencją Gubernatora Franka, mieszkała w Krakowie młoda pani doktor okulistyki, którą tutaj umownie nazwę ''Dobroczyńską". Pani doktor Dobroczyńska była człowiekiem naprawdę dobrym i lekarzem z powołania. Swoją praktykę prowadziła w
krakowskiej dzielnicy Kazimierz zamieszkiwanej w większości przez ubogą ludność pochodzenia żydowskiego. Bogatsi żydzi mieszkali w tamtym czasie w Śródmieściu. Pani doktor Dobroczyńska z pochodzenia była rzymską katoliczką.
Pomimo swego pochodzenia pani doktor z wielkim zaangażowaniem zajmowała się swoimi pacjentami, czym zasłużyła sobie na ich wielki szacunek i sympatię.
Kiedy nastały lata okupacji niemieckiej i lata prześladowań narodowości żydowskiej, pani doktor nie opuściła swoich pacjentów. Pewna rodzina żydowska, mieszkająca przy ul.Szerokiej, wiedząc że i tak wkrótce przyjdzie im utracić swoją kamienicę, zapisała ją notarialnie pani doktor Dobroczyńskiej.
Wkrótce potem cała ta rodzina wraz z innymi krakowskimi żydami, wypędzona została do obozu koncentracyjnego w Płaszowie.
Pani doktor, z narażeniem życia z tego pogromu uratowała pare żydowskich dzieci. --- Mijały lata. Skończyła się wojna, nastały czasy Stalina, pani doktor nadal jednak była właścicielką kamienieniczki przy ul.Szerokiej.
Była także matką trzech córek, oraz posiadała swoje drzewko w
Jerozolimie. I znów minęły lata - pani doktor Dobroczyńska zmarła. Jednopiętrową kamieniczkę, naprzeciw synagogi Remuh, przy ul.Szerokiej, odziedziczyły trzy siostry.
Dwie z nich, starsze były to osoby wykształcone i zajmujące poważne stanowiska. Trzecia, była, delikatnie mówiąc, ich zaprzeczeniem.
W roku 1991, obie starsze siostry postanowiły oddać kamieniczkę młodszej, a na parterze zrobić piwiarnię z której będzie ona się mogła utrzymywać. Tak się też stało. Piwiarnię, jako że nastała w tamtym czasie moda na żydowstwo, nazwano ''Bąbelstein''. - I wtedy powstała wielka awantura. Gmina żydowska poczuła się urażona dogłębnie! Że to niby wydrwiwanie narodowości żydowskiej, że to obraza itp. Wniesiono sprawę do
sądu, jednakże sprawa ta przez Gminę żydowską została przegrana. Polski i zarazem rzymskokatolicki ''Bąbelstein'', zakwitł jak wrzód na tyłku modnej dziś żydowskiej dzielnicy Kazimierz. Na domiar złego w samym jej centrum, naprzeciw słynnej w świecie synagogi Remuh i Cmentarza Żydowskiego, na który bilet normalny kosztuje 5 zł! Skandal! Wypowiadał się nawet słynny
z polakożerczości rabin W. Nic nie pomogło! - ''Bąbelstein'' rozpoczął działalność gospodarczą. - Tak minęło znów kilka lat. Do ''Bąbelsteina'' schodziły się lumpy z całego Kazimierza, a ponieważ najmłodsza córka pani doktor Dobroczyńskiej, odziedziczyła po matce dobre serce, knajpa w 1999 podupadła, a w końcu została zamknięta. Szyld ''Bąbelstein'', jednak pozostał do dzisiejszego dnia i nadal kwitnie jak wrzód, wzbudzając ogólną wesołość turystów z całego świata.    

poniedziałek, 28 listopada 2005
F*** - na pomoc !!!
Feliksie, Hilfe,Hilfe !!!
zobacz co sie tu pod twoja nieobecnosc wyprawia ;
czcionka zmienia kolory, a nawet wrecz - ZNIKA ! co prawda tylko w edycji, ale...
Przybadz z pomoca, bo same rady nie damy ...
:-(((
Blondynka /czyli zmiana koloru...czcionki.../
Kiedy 2 i pół roku temu "chodziłem" z pewną blondynką, przyjeżdżała ona do mnie mocno zdezelowanym Volkswagenem Passatem.
Pewnego deszczowego wieczora pożegnała się i wsiadła do auta by wrócić do swego domu. W połowie drogi, na dość ruchliwej i uczęszczanej
ulicy oberwał jej się tłumik i tłukł o jezdnię wzbudzając sporo hałasu oraz snopy iskier. Przejeżdżający kierowcy dawali znać blondynce światłami i klaksonami że coś nie jest w porządku z jej tłumikiem, ona jednak nie stawała bo, jak potem mi tłumaczyła, po co skoro deszcz, ciemno, a ona i tak tłumika nie dałaby rady podwiązać. Kiedy wreszcie kierowca jadącego za nią autobusu zahuczał basem swego klaksonu, blondynka zdjęła czapeczkę jaką dotychczas miała na głowie i rozpuściła swe długie, sięgające do pół pleców, jasno blond włosy.
W tym momencie
sygnały świateł i klaksonów całkowicie ustały. Blondynka jechała dalej, wzniecając za sobą snopy iskier i nieznośnie tłukąc się tłumikiem, ale już nikt jej nie niepokoił, tyle że zaczęto się od niej trzymać w sporym oddaleniu. W ten sposób dojechała spokojnie do domu, tylko kiedy wjeżdżała do garażu, oberwała jego próg . -- Powyższa historia dowodzi, że blondynka za kierownicą, jest przez większość kierowców traktowana ulgowo - Wiadomo! Blondynka! ;-p
Blondynka
Kiedy 2 i pół roku temu "chodziłem" z pewną blondynką, przyjeżdżała ona do mnie mocno zdezelowanym Volkswagenem Passatem.

CIAG DALSZY  -  powyzej ;
ten fragment tylko  gwoli  wytlumaczenia zamieszania z kolorami...
niedziela, 27 listopada 2005
Pierwsze spotkanie mojej córki Magdy z Wielkim Światem Teatru

Pewnej pięknej jesiennej niedzieli wybrałem się z moją 5-letnią córką Madzią na spacer pod Kopiec Kościuszki. Słońce ciepło przyświecało więc krakowianie tłumnie wylegli na spacery. Od Salwatora, stromą ulicą Św.Bronisławy, mała Madzia ''jechała'' na mnie ''konno''. Kiedy doszlismy do bardziej płaskej  Al.Waszyngtona, zgramoliła się ze mnie i szła już
piechotą. Po ubu stronach Aleji rosną kasztany, przepięknie wówczas ubarwione jesiennymi kolorami.
Po prawej ukazała się wspaniała panorama Krakowa. Madzia postanowiła dla mamy, która nie wybrała się z nami, zrobić bukiet z pięknych żółtych liści. Biegając z lewa na prawo, wybierała najładniejsze okazy. Ja spacerem podążałem nieco z tyłu.
W pewnej chwili, Madzia biegnąc potknęła sie i upadła. Upadła prosto pod nogi idącej z naprzeciwka niezwykle pięknej kobiety, niosącej w ręku bukiet polnych kwiatów. Rozległ się płacz. Zanim zdążyłem podbiec, piękna Pani  podniosła Madzię i wzięła ją na ręce, a następnie utuliła i wycałowała. Dziecko przestało płakać. Podszedłem z podziękowaniami do kobiety, a ona z
uśmiechem, podała mi na ręce już uspokojoną córkę. Jeszcze raz serdecznie podziękowałem pięknej Pani i każde z nas ruszyło w swoją stronę.
Tą piękną Panią była Pani Anna Dymna.


sobota, 26 listopada 2005
Debiut Krakersa...
Tytulem wyjasnienia ;
ponizszy tekst jest autorstwa naszego dotychczasowego Komentatora Krakersa;
dotychczasowego, poniewaz postanowilam go - jako nomen omen- Kropka nad -i- zaprosic do wspoltworzenia tego bloga...
Jesli wspolpraca okaze sie owocna  i ku obopolnemu zadowoleniu - nie bedzie to zaproszenie - tymczasowe;
a zatem sz.p.Krakersie - do dziela :-)))


              Zaduszki i rozbity obrazek - (pisane w Dzien Zaduszny br.)

Ponieważ dziś Zaduszki, wspomnę tu moją śp Mamę. Otóż Mama moja była osobą, w przeciwieństwie do mnie, bardzo religijną. Nie była dewotką, siedzącą bez przerwy w kościele, ale była bardzo wierząca. Współczująca i wrażliwa na ludzką niedolę, jeśli tylko mogła, jak pamiętam, starała się zawsze ulżyć innym w cierpieniu. Pewnie dlatego, w latach 80-tych, kiedy poznała Księdza Kanonika Zbigniewa Puzynę, pracownika krakowskiej Kurii Biskupiej, wkrótce znalazła z nim wspólny jezyk i zaprzyjażniła się z nim. Ksiądz Kanonik Puzyna, mimo że sam będąc człowiekiem leciwym, zajmował się w tamtym czasie sprawami dotyczącymi ludzi starych i chorych. Mama, wielokrotnie opowiadała o Ksiedzu Zbigniewie i stawiała go za przykład duszpasterza z prawdziwego zdarzenia. --- Pewnego dnia, kiedy Mama po dłuższej przerwie, poszła do Kurii odwiedzić Księdza Puzynę, nie zastała go. Siostra zakonna, wyjaśniła jej że Ksiadz Kanonik parę dni wcześniej zmarł. Mama usłyszawszy tą wieść, rozpłakała się. Siostra widząc jej szczery żal, poprosiła by Mama usiadła i zaczekała chwilę, a następnie wyszła. Kiedy wróciła, niosła w ręku, oprawiony w skromne ramki, niewielki obrazek Matki Boskiej Częstochowskiej. Wręczyła go Mamie, mówiąc że to własność Księdza Kanonika, jedna z niewielu rzeczy jakie po nim oprócz rozklapanych pantofli i książek pozostały. Mama z obrazkiem wróciła do domu i zawiesiła go sobie nad łóżkiem nad którym obrazek ten wisiał aż do jej śmierci. --- Kiedy Mama odeszła, postanowiłem odnowić mieszkanie i zabrałem się do generalnego remontu. Wielu rzeczy się pozbyłem, wiele podarowałem innym. Po domu jakby huragan przeszedł. Jakimś dziwnym trafem obrazek Matki Boskiej Częstochowskiej, chyba dlatego że umknął mojej uwadze, nie zniknął z domu. Leżał wśród innych, zdjętych ze ścian obrazów, czekających aż zdecyduję co z nimi zrobić. Kiedyś, w trakcie remontu, zawadziłem o stół drabiną i wspomniany obrazek spadł na podłogę. Pękła szybka, a ramka całkiem się rozleciała. Podniosłem obrazek i delikatnie, aby się nie pokaleczyć, usunąłem rozbite szkło. Wyjąłem obrazek z ramki i wtedy na jego niewidocznej dotąd, zaklejonej stronie zobaczyłem odręczny napis: "Drogiemu Ks.Kanonikowi Zbigniewowi Puzynie na służbę Chrystusowi w Chorych Braciach Jego błogosławi.......... + Stefan Kard. Wyszyński Prymas Polski - wrzesień,1967 Kr." --- Dziś gdy trwają starania o beatyfikację Księdza Kardynała Stefana Wyszyńskiego, obrazek z jego własnoręczną dedykacją, nabiera szczególnej wartości, dlatego też nie zamierzam go nigdy usunąć znad mojego łóżka gdzie znalazł swoje stałe miejsce.

/przeniesione przez i-Kroopke z komentarzy/
środa, 23 listopada 2005
Ostatnio dodane...
...do linkow przeze mnie i-osobiscie

http://prawyprosty.blog.pl

http://free.art.pl/osiecka/index2.html / w 'cytatach'/

a to -  http://romeksamolot.blox.pl/html  -
jeszcze nie przeczytane, ale wyglada..smakowicie :-))
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
włatcy móch